9. Nieprzystępna.
Obudził mnie hałas. Jakby brzęczenie ciągniętych metalowych łańcuchów I stukot – głuchy i przenikliwy. Niepodobny do żadnego znanego mi dźwięku.
Otworzyłam oczy. Przez szczeliny w skałach przedzierały się czerwone blaski światła zachodzącego słońca. Musiałam spać zaledwie godzinę. Mimo to, poczucie zagrożenia rozbudziło mnie na dobre.Nagle zapadła cisza, którą zakłócał tylko mój nieco przyspieszony oddech. Sparaliżowana strachem leżałam tak przez krótką chwilę.
Stukot się powtórzył. Tym razem był bardziej dźwięczny i wyrazisty. Zdruzgotana podczołgałam się do posłania Aarona. Było puste. Poczułam paniczny strach, a moje ciało przeszyły dreszcze. Skoro niema Aarona, to kto mnie obroni.
Jak to absurdalnie zabrzmiało..
Może to on wydaje te odgłosy, zaczęłam się uspokajać. Wątpiłam w to i za nic nie miałam zamiaru tego sprawdzać.
Usiadłam w najdalszym koncie jaskini i wtuliłam twarz w koc. Dlaczego mnie zostawił targała mną rozpacz. Jak mógł. Na pewno znaleźli nas po śladach.. a przecież mieliśmy wychodzić tylko w deszcz, tak, żeby nasze ślady były od razu zmyte.
Przez szparę między skałami dostrzegłam zakapturzoną postać. Choć oczy – tak jak pół twarzy – miał zakryte, to byłam pewna, że wpatruje się prosto na mnie. Jego usta ułożyły się w chytrym pół uśmiechu. Zaśmiał się krótko i złowrogo. Wtuliłam się mocniej w kocyk i zamknęłam oczy. Chciałam pomyśleć o czymś innym.. o czymś miłym..
Gdzieś koło wejścia zabrzęczały łańcuchy. Nie otworzyłam oczu.
Uspokój się..
Usłyszałam kroki
Odłącz się od tego..
Powietrze przeciął świst. Nagle strop częściowo się zawalił, większość kamieni wyleciała w powietrze.
To się nie dzieje naprawdę..
Zabrzęczały łańcuchy..
Poczułam pchnięcie. Po chwili mężczyzna uniósł mnie i oparł o ścianę.
Usłyszałam pisk. Przeraźliwy i ogłuszający. Uświadomiłam sobie, że wydobywa się on z mojego gardła. Mężczyzna puścił mnie a ja spadłam na skały. Przecięłam rękę o krawędź jednej z nich. Oblizał wargi na widok szkarłatnej krwi skapującej kroplami na chłodne podłoże. Jęknęłam przerażona. Trzymając jeden koniec, nieznajomy rzucił w moją stronę łańcuch, który okręcił mi się wokół ręki. Zdecydowanym gestem pociągnął mnie w swoją stronę. Drugą ręką trzymał mnie w pasie. Jego długi płaszcz powiewał przy każdym ruchu.
Był za silny. Nie dałam rady się mu wyrwać, a nawet poruszyć.
Podniosłam wzrok. Nadal w pełni nie widziałam jego twarzy. Tylko usta ułożone w triumfalnym uśmiechu. W zwykłym uśmiechu… nie było w nim ani pogardy ani wyższości. Był raczej rozbawiony całą tą sytuacją. Tylko nie wiedziałam dlaczego.. Było coś jeszcze, co mnie zdziwiło. On.. nie miał skrzydeł. To nie mógł być Anioł.
Rozżarzyła się we mnie iskierka nadziei. To musi być człowiek..
Zbliżył usta do mojej ręki. Przejechał po niej językiem zaczynając od miejsca skąd kapały krople krwi. Robił to powoli i starannie, jakby nie chciał niczego zmarnować. W końcu doszedł do samej rany. Poczułam szczypanie. Nie ruszał się. Staliśmy tak przez dłuższą chwilę. Wpatrywałam się w jego usta nie wiedząc co zrobić. Wydawał się zamyślony..
Nie myśląc dłużej, zrobiłam zdecydowany krok w tył. Udało się, wyrwałam się mu. Co chwilę potykając się, pobiegłam przed siebie. Nie spodobało się mu to. Machnął obydwoma łańcuchami. Poczułam ucisk na kostkach. Chwilę później już leżałam w piasku przed nim. Wpatrywałam się w jego granatowo-czarne glany na kilkucentymetrowym obcasie. Zastanawiało mnie, jak mógł w nich chodzić po piasku…
Usłyszałam brzdęk metalu. Podniosłam wzrok. Mężczyzna sięgnął pod skórzaną kamizelkę. Znajdował się pod nią nóż. Z szyderczym uśmiechem zaczął zmierzać w moim kierunku z bronią w ręku. Przerażona zaczęłam się cofać.
Usłyszałam przeraźliwe warknięcie. Dochodziło one ze wszystkich stron i dźwięczało jeszcze przez dłuższą chwilę niczym echo. Napastnik ze wściekłością i przerażeniem zaczął się rozglądać. Powietrze przeszył ostry podmuch wiatru, który zmieszał się z piaskiem i ze zdwojoną siłą nas atakował. Musiałam zamknąć oczy. Okropnie mnie piekły.
Usłyszałam krzyk. Na siłę uchylałam powieki. Na mężczyznę skoczyła czarna postać. Przez kilka minut siłowali się, choć już na początku było wiadomo kto wygra. Obraz coraz bardziej mi się rozmazywał, bo oczy zaszły mi łzami. Najpierw walczyli o nóż. Jednak nikt go nie dostał, bo został rzucony daleko w bok. Wiatr powoli ustępował, więc mogłam z na wpół otwartymi oczyma przyglądać się walce. Mężczyzna zaczął dusić przeciwnika, który odwzajemniając ten gest – wygrał. Bezwładne ciało przegranego stoczyło się na piasek. Jego pięści rozluźniły się, powieki zamknęły. Już na zawsze. Po raz pierwszy widziałam śmierć człowieka. O ile to był człowiek.
Zwycięzca wstał. Teraz widziałam jego postać w pełnym świetle wieczora. To był Aaron, tylko że jakiś.. inny. Jego tęczówki miały bordowy kolor, a reszta szary. Poza tym, jego zęby były zaostrzone. Gdy napotkał mój wzrok, jego wygląd wrócił do normy. Podbiegł. Cała się trzęsłam. Objął mnie.
Na początku nie wiedziałam co mam robić. Zaskoczył mnie tym gestem. Ale rozluźniłam się i wtuliłam się w jego tors z całych sił. Wiedziałam, że teraz mi już nic nie grozi.
- Nic ci nie jest? – wyszeptał.
Kiwnęłam głową. Tylko to byłam w stanie teraz zrobić.Chwycił moją twarz w dłonie i wpatrywał się we mnie tym swoim magnetyzującym wzrokiem. Nie byłam w stanie nic zrobić, chociaż miałam zamiar wykrzyczeć mu wszystko w twarz. Że mnie zostawił, że mogłam zginąć.Przeszedł mnie dreszcz. Patrzyłam mu w oczy zdezorientowanym wzrokiem. Po policzkach spływały mi łzy, zaczęłam szlochać.
- Ciii… wszystko będzie dobrze – przyłożył mi dłoń do policzka. Była gorąca.
Poczułam przyjemny żar. Uspokoiło mnie to trochę.
Zaczął powoli zbliżać swoją twarz do mojej. Czułam jego oddech i ciepło, prawie stykaliśmy się nosami. Byłam pewna, że tętno mi się podwyższa. Serce waliło mi tak głośno, że zastanawiałam się, czy go nie usłyszy. Przez chwilę targały mną wątpliwości. Ale czego miałam się obawiać?
Aaron przesunął jedną dłonią wzdłuż mojej ręki aż do nadgarstka. Zadrżałam po tym gorącym dotyku. Przechylił lekko głowę w bok, a ja zrobiłam to samo, tylko, że w drugą stronę.
Zamknęłam oczy. Wszystkie zmartwienia zniknęły. Nie chciałam o niczym myśleć. Tylko o nim. Zostaliśmy tylko my przytuleni do siebie. Mój oddech był coraz krótszy i głębszy.
Nasze usta dzieliło już zaledwie kilka centymetrów.
Nie!
Odsunęłam się od niego gwałtownie. Coś mnie hamowało i dręczyło. Pytania.. Nie mogłam pozwolić, żeby znowu uciszył mnie jednym prostym gestem.
Aaron popatrzył na mnie zdziwionym i zawiedzonym wzrokiem. Ledwo zauważalnie skrzywił się na ułamek sekundy. Chyba go uraziłam pomyślałam ze smutkiem. Nie mogłam inaczej… to był.. za duży impuls. Ja po prostu nie mogłam...
W typowy dla niego sposób zacisnął szczęki i ułożył usta w podłużną, bordową linię. Nie był wściekły ani zmieszany, za to ja nie wiedziałam co zrobić, a tym bardziej co powiedzieć.
Cały czas trzymał mnie za nadgarstek. Wpatrywał się we mnie wypranym z emocji spojrzeniem. W końcu ja nie wytrzymałam.
- Nasza kryjówka jest zniszczona.
Odwrócił wzrok.
- Wiem.
Bez słowa wyjaśnienia pociągnął mnie w stronę klifu.
Przedzieraliśmy się przez gęsty las. Co chwila potykałam się o wystające korzenie. Moje trampki były już w naprawdę opłakanym stanie. W dodatku robiło się już coraz zimniej. Nadchodziła jesień.Wolną ręką kolejny raz podciągnęłam kołnierz bluzy pod szyję. Mam nadzieję, że tym razem trafimy do jakiegoś domku z ciepłą kanapą i kominkiem.. że w końcu wezmę prysznic.
Tak.. prysznic. To było to, czego mi najbardziej było trzeba. Dobrze wiedziałam, że nie wyglądałam zbyt korzystnie, cała ubrudzona piaskiem i błotem.
Niestety przeliczyłam się. Mój bohater zaprowadził mnie do kolejnej jaskini. Jednak tym razem podłoże i większość ściany zajmował mech. Stłumiłam jęknięcie. Próbowałam pocieszyć się myślą, że przynajmniej nierówne skały nie będą mi się wbijać w kręgosłup w nocy, więc się w miarę wyśpię i że nie będę musiała walczyć z wodą, która co chwilę kapała ze stropu. Dobra.. nie poczułam się specjalnie pocieszona.
- Rozgość się – rzekł Aaron wpatrując się we mnie.
Spojrzałam na niego z konsternacją. Zrobiłam kilka kroków w przód. Cały czas trzymał mnie za nadgarstek. Podążył za mną, ale w końcu z niechęcią go puścił i zatrzymał się. Jakby bał się i nie chciał mnie puścić samej.
Stanęłam w samym środku naszej kryjówki. Rozejrzałam się. Była większa i gładsza. Nie miała wielu odstających skał. Mech był wilgotny, ale nie było nigdzie kałuż. Dało się wytrzymać.
Parsknęłam. Ciekawe ile jeszcze będziemy się chować po jaskiniach.
- Dlaczego od razu nie udaliśmy się tutaj? – zapytałam. – Przecież tu jest przestronniej i cieplej.
- Tamta kryjówka była lepsza. Trudniej nas było wykryć. Szum zagłuszał nasze rozmowy i twoje wybuchy agresji oraz zakłócał fale do odnalezienia mnie.
Zignorowałam jego ukrytą uwagę.
- Jakie fale? Mogą cię namierzyć? Za pomocą czego?
- Nie teraz - odparł krótko.
Powoli podeszłam do niego. Bardzo blisko.
- Dlaczego znowu nie chcesz mi niczego wyjaśnić – szepnęłam z wyrzutem, ale delikatnie.
Chciał się cofnąć. Zawahał się.
- Nie teraz – powtórzył. – Teraz.. muszę się z kimś spotkać.
- Chcesz mnie znowu zostawić? – krzyknęłam. Czy on niczego nie rozumie? – A jak znowu będą chcieli mnie zabić? A jak nie zdążysz mnie uratować? I dlaczego.. – kolejny raz wpadłam w histerię.
Przyłożył mi dłoń do policzka i otarł skapującą łzę. Lekko objął mnie w talii, chyba nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Westchnęłam. I znowu uciszył mnie jednym prostym gestem.
Długo się we mnie wpatrywał. Miał nieodgadniony wyraz twarzy. Jakby.. zamyślony, a jednak czujny.
- Naprawdę muszę już iść – szepnął odwracając wzrok.
Cofnął dłonie i zaczął zmierzać ku wyjściu.
- Nie, proszę – jęknęłam uczepiając się rękawa jego koszuli, jak zagubione dziecko. – Nie zostawiaj mnie samej. Nie tutaj. Albo.. Mogę pójść z tobą.
Coraz więcej łez spływało mi po bladych policzkach. Aaron podniósł rękę żeby mnie przytulić, ale zaraz ją cofnął.
Zabolało... Pragnęłam by mnie objął jak przedtem.
- Przepraszam – mruknął.
Sięgnął do kieszeni dżinsów. Wydobył z nich miedziany medalion o owalnym kształcie. Był na złotawym łańcuszku.Założył mi go na szyję, lekko muskając ją opuszkami palców. Spojrzałam na niego pytająco.
- W ten sposób zawsze będę przy tobie – powiedział patrząc mi w oczy.
Otworzyłam usta, ale zaraz je zamknęłam. Wątpiłam, czy mi wyjaśni znaczenie jego słów. Spuściłam głowę i zaczęłam przyglądać się prezentowi. Był ładny. Chwyciłam go w dłonie. Złote cyrkonie ozdabiały jego ramówki. W środku zaś był mały turkusowy kamień, wokół którego wiły się ornamenty. Naprawdę był ładny. Zaczęłam okręcać go w palcach. Po krótkich oględzinach zauważyłam zameczek na boku. Dało się go otworzyć. W środku medalionu były dwa okrągłe, puste miejsca, bodajże na zdjęcia. Czy wstawić tam fotografię Aarona?
Gdy o nim pomyślałam, medalion niespodziewanie zatrząsł się i po chwili w jednej ramce ujrzałam zdjęcie Aarona. Zaniemówiłam. Jak to się..
- Jak fotografia ma mi pomóc?
W odpowiedzi uśmiechnął się lekko. Położył mi dłoń na ramieniu i rzucając ostatnie spojrzenie - wyszedł.
Wpatrywałam się przed siebie przez długie kilka minut. Jakbym miała nadzieję, że wróci.
Byłam na siebie zła, że dałam się ponieść tak desperackim próbom zatrzymania go przy sobie. Że okazałam taką słabość i zależność od niego. Z drugiej strony żałowałam, że nie udało mi się go zatrzymać.
Zawiedziona, bezsilna i zła usiadłam w najciaśniejszym koncie groty. Emocje się we mnie burzyły. Zacisnęłam kurczowo ręce na medalionie i zaabsorbowana zaczęłam się wpatrywać w fotografię Aarona.
~*~*~♥~*~*~
- Tak.. jakiś ty żałosny – żachnął się Aaron. – Wybrałeś centrum handlowe, żebym nie mógł ci nic zrobić, bo za dużo tu ludzi.
- Już nie tak dużo – zmartwił się Opiekun. – za 30min zamykają.
- Może nie zauważą, jeśli rzucę cię na schody ruchome, i za każdym razem jak dojedziesz na górę będę cię ponownie spychał na dół, albo popchnę cię tak, że wylądujesz na tamtej, oddalonej o 100m ścianie, lub..
- Obawiam się, że zauważą – przerwał mu z przekąsem Przewodniczący.
Aaron odwrócił się do niego twarzą i wymierzył mu policzek.
- Ale na to chyba nikt nie zwróci uwagi.
- Nie dramatyzuj już tak – oburzył się jego rozmówca. – Przecież nic takiego się nie stało.
- Nic? Przecież ona mogła zginąć! Zresztą poco wysyłałeś Narisa by nas śledził?
- Chciałem zmierzyć twój refleks.
- To było n i e o d p o w i e d z i a l n e. A jak by ją zabił? Wiesz jaka ona jest przerażona?
- W tedy okazałoby się, że nie jesteś wystarczająco dobry.
Nastała chwila ciszy.
- Jakbyś nie zauważył, to był komplement – rzekł z półuśmiechem Repetez.
Aaron popatrzył na niego, jak na małego chłopca, który właśnie rozpruł pluszowego miśka i zrobił z niego trofeum w postaci stylowej czapki w celu zaimponowania kolegom.
- Co ci tak ostatnio humor dopisuje?
- Sam nie wiem.. Gerit mówił, że zaczął zażywać jakieś tabletki na nerwy. Może to to?
Aaron nie odpowiedział. Wpatrywał się w coraz większe grupy ludzi wychodzących z hali. W końcu zostali już tylko oni.
Hmm.. może by teraz tak czymś pacnąć w niego? – rozmarzył się. - Na jakiś czas darowałby sobie te głupie pomysły.
Dwoje strażników zaczęło zmierzać w ich kierunku, jednak wystarczyło tylko jedno spojrzenie Aarona, by cofnęli się i poszli wzdłuż innego korytarza. Był naprawdę dumny że jest taki przekonywujący. Szkoda tylko, że na Sav to nie działa..
Właśnie. Savara. Powinien już wracać do niej. Nie wiadomo do czego jest zdolna. Psychika po matce - parsknął.
Odwrócił głowę mówiąc Repetezowi, że musi już iść. Jednak on nie zwracał na niego uwagi. Z zafascynowaniem wpatrywał się w punkt przed sobą. Aaron zwrócił twarz w tamtym kierunku. Zobaczył niewysoką kobietę. Na oko była przed trzydziestką. Rozmawiała z kimś przez telefon z zaniepokojoną miną.
- Nawet o tym nie myśl – burknął stanowczo Aaron.
- Smakowity kąsek, co? – odparł przeciągle jego pan.
- Chodź. Pobyt na Ziemi, jeszcze w ciele Gerit’a źle ci robi.
~*~*~♥~*~*~
Kolejna gałąź z szelestem uderzyła mnie w twarz. Miałam już tego dosyć, ale bałam się iść plażą. Zauważyliby mnie. Ale szczerze wątpiłam, że Anioły będą latać w taką pogodę. Lało jak z cebra. Mimo to, zważywszy na ostatnią próbę zabicia mnie przez człowieka, wolałam nie ryzykować.
Spojrzałam za siebie. Na mojej twarzy pojawił się lekko wymuszony, triumfalny uśmiech. Chociaż w lesie też było sporo piasku, to deszcz zmył moje ślady. Aaron mnie nie znajdzie.
To był błąd, że o nim pomyślałam. Natychmiast mimowolnie uchyliłam medalion i spojrzałam na jego zdjęcie. Poczułam ucisk klatce piersiowej i żal. Teraz wiedziałam, co miał na myśli.
Przez chwilę zamyślenia potknęłam się o wystający korzeń i wylądowałam z hukiem na ziemi.
- Idiotka – szepnęłam sama do siebie zaciskając zęby.
- Ja nazwał bym cię raczej niefortunnie nieuważną.
Wstrzymałam oddech. Dobrze znane mi dłonie podniosły mnie i objęły.
- Puszczaj! – krzyknęłam próbując wyszarpać się Aaronowi.
- Dlaczego próbowałaś uciec?
- Jeszcze się pytasz? – warknęłam. – Puść mnie i daj mi wreszcie spokój! Wszystko było w porządku, dopóki ty się nie pojawiłeś.
Zasmucił się. Chciałam cofnąć moje słowa i powiedzieć, że w cale tak nie myślę. Jednak nie zrobiłam tego.
Aaron westchnął i przytulając mnie do siebie mocniej wysłał w moim kierunku falę zmęczenia. Bez niej byłam już śpiąca. Lecz ja walczyłam. Ostatkiem sił odepchnęłam to od siebie.
Skrzywił się. Wyglądał, jakby się tego spodziewał.
- Ty nic nie rozumiesz – zaczął mi tłumaczyć. – Beze mnie już byś dawno nie żyła. Twoje moce się wyzwalają. W 16 urodziny rozwiniesz je całkiem.
- Jakie moce? O czym ty w ogóle mówisz?
- Nigdy nie miewałaś dziwnych, niewyjaśnionych sytuacji? Zastanów się.
- Niby… - zaczęłam, ale zaraz zastanowiłam się. Wspomnienia zaczęły napływać: Uzdrowiony Jimmy, szybkie gojenie się moich ran. Przypomniało mi się również, że kiedy byłam mała, potłukłam wazon mamy. Siedziałam przed nim przez długi czas i nagle on się sam poskładał. Nie było na nim nawet najmniejszej rysy. Kompletnie zapomniałam o tym wydarzeniu. – Ja…
Nie wiedziałam co powiedzieć. Może naprawdę on mnie uratował, a nie zniszczył mi życie. Mimo to nadal nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć.
- Zaufasz mi? – rzekł wpatrując się w moją twarz pełną zwątpienia.
Nabrałam powietrza do płuc, zamknęłam oczy i podając mu rękę szepnęłam:
- Prowadź…
„ Życie jest tu i teraz.
Miłość przeznaczona dla tych,którzy stoją przed Tobą.
To nie jest jakaś niewidzialna idea i wizja kogoś,
kto dopiero ma się pojawić.”
TS Castaway Stories
Wiem, notka krótsza, ale mam nadzieję, że nadrobiłam ilość jakością. W końcu ta notka jest dla mnie wyjątkowa. Też sądzę, że Sav jest mało charakterystyczna, zbyt łatwo przystosowuje się do sytuacji. Mam nadzieję, że w tym rozdziale udało mi się to zmienić.
I jeszcze raz proszę o komentarze - krytykę, sugestię, pochwałę - cokolwiek. Wystarczy kilka słów.
A pepsi coraz mniej pomaga..
Głosuj (0)
|
|| Evangeline ||
|
|
Mam wrażenie, że ten pierwszy szablon był bardziej przejrzysty, ale to tylko taka moja sugestia :3
|
brak www || data: 19:38:04 18/09/2011
078088144223.jeleniagora.vectranet.pl || IP: 78.88.144.223
|
|
|| Evangeline ||
|
Po raz kolejny stwierdzam, że Savara powinna nauczyć bronić się i to szybko~ Aaron zachowuje się jakby nie mógł zdecydować się, czy w końcu lubi Savarę czy nie.
"Niestety przeliczyłam się. Mój bohater zaprowadził mnie do kolejnej jaskini. Jednak tym razem podłoże i większość ściany zajmował mech. Stłumiłam jęknięcie." Mogę się założyć, że zrobił to specjalnie! XDDDD
"w najciaśniejszym koncie groty. " powinno być "kącie"
"- Może nie zauważą, jeśli rzucę cię na schody ruchome, i za każdym razem jak dojedziesz na górę będę cię ponownie spychał na dół, albo popchnę cię tak, że wylądujesz na tamtej, oddalonej o 100m ścianie, lub.." Co za troll 8D Aaron rozkwita, kiedy nie rozczula się nad Savarą.
"Kolejna gałąź z szelestem uderzyła mnie w twarz. Miałam już tego dosyć, ale bałam się iść plażą. Zauważyliby mnie. Ale szczerze wątpiłam, że Anioły będą latać w taką pogodę." Jestem pewna, że zajebistość ich skrzydeł odbija krople wody jak piłeczki ping pongowe.
"- Puszczaj! – krzyknęłam próbując wyszarpać się Aaronowi." Uderz go! Uderz! Wykrzesaj z siebie resztki charakteru!
"W 16 urodziny rozwiniesz je całkiem." Ach, ten biologiczny zegar~ Urocze.
Savara tak naprawdę wciąż nie wie prawie nic o Aaronie i zamiast porządnie potłuc mu klejnoty i spieprzać daje ciągać się po jaskiniach niczym szmaciana lalka.
Do tego wciąż nie rozumiem nagłej zmiany postawy Aarona. Jeszcze... dwa rozdziały temu? ledwo zwracał uwagę na Savarę. Ja rozumiem. To romans. On się nią opiekuję, a mimo to nie mogę pozbyć się wrażenia sztuczności tej sytuacji...
Hej, ho~ Zobaczymy co dalej wymyślisz :3
|
brak www || data: 15:43:54 7/09/2011
078088144223.jeleniagora.vectranet.pl || IP: 78.88.144.223
|